Strona główna

panna Bobasińska zwana Wrzaskunem ćwiczy głos


Dziś moje dziecię - czyli tytułowy Wrzaskun - cały dzień... wrzeszczało...
Dosłownie - nie płakała, tylko pokrzykiwała.
Robiąc sobie jedynie przerwy na jedzeie i krótkie drzemki regeneracyjne. No i gdy ją taszczyłam na rękach była względna cisza. Tyle, że nie dam rady mieć dziecka cały czas uwieszonego na sobie. Nawet jeśli to dziecko bardzo kocham.
Teraz już śpi, a moje biedne uszy odpoczywają.
Bo te jej pokrzykiwania, to w takiej raczej wysokiej tonacji były - podchodzącej pod pisk. Naprawde uszy chwilami mi puchły, a mózg się lasował. Rozważałam nawet możliwość zakneblowania otworu z którego te odgłosy się wydobywają, ale to chyba mało humanitarne by było?
Wiec jakoś się powstrzymałam...

PS. Nie mam doswiadczenia, jeśli o takich małych ludzików idzie - nie wiem, czy takie pokrzykiwanie, to normalne jest?

2009-07-26 00:32:59 skomentuj (6)